Tuesday, 19 February 2008

trzydzieści cztery

kompletna pustka, przypadkowo poznane szczęście, ulotne marcepanowe wspomnienie deszczu, gorzkie poczucie winy i słabości, wyczerpanie fizyczne, poprzeplatane emocje wyśpiewane przez różnych wokalistów, co dwa dni szósta dwadzieścia jeden pobudka i dwudziestominutowa drzemka, herbata z wyszczerbionego kubka, beznadziejnie naiwne rozmowy, spocone dłonie, chęć złożenia pięknego rymu, odgłos klawiszy, skórzana kurtka, roztopiony, szary jak myśli śnieg, zaspane teorie w autobusach, pozorny uśmiech, nocne łzy, wsiąkające w miękką poduszkę, moje własne zdziwienie na myśl o tobie, takie jakbym była ślepa przez cały ten czas, prysznic orzeźwiających myśli, spokój po dwudziestej drugiej, niezrozumiałe pomruki

a

to

wszystko

wyzbyte miłości i szare i ślepe jak bruk.

1 comment:

Anonymous said...

czy nie tego chciałaś? wyzbyć sie miłości?