Senne wieczory, pozalewane strony, skostniałe palce, zamglone
d o b r a n o c.
Jutro też jest w końcu dzień.
d z i e ń.
To brzmi jak obietnica skąpanego w zimowym słońcu uśmiechu,
który nie gaśnie i nie blaknie.
Puste ulice drgnień lawiny
wciąż przyciągają wzrok
pusty
malując obrazy niepewne
na zmęczonych powiekach.
Ileż lat minie zanim ulice wygasną?
Ileż snów się przyśni zanim z nieba spadnie
niewinnie
deszcz
?
[i jeszcze mały dodatek: jako, że ta notka miała być o wydalaniu się, tak dla uwieńczenia tematu dodam, że mam pełny pęcherz....]
Sunday, 6 January 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
ten dodatek byl dooobry;p:*
Post a Comment