mad world... próbowałam zastąpić słowo mad jakimś polskim słowem, ale mi nie wyszło. dosadność tego słowa zwala mnie z nóg. inaczej nie da się opisać tego co dzieje się wokół mnie...
to dziwne, ale dzisiaj wieczorem,
moja bańka mydlana urosła do rozmiarów mojego pokoju.
gdy wracałam wczoraj do domu ogłuszona ginem z tonikiem w autobusie dostrzegałam tylko grozę dnia dzisiejszego, ukradkowe spojrzenia, spocone dłonie, duszne myśli i niemy, nieświeży tłok. gdy wróciłam do swojego łóżka i wtuliłam głowę w poduszkę, próbowałam płakać. ku zaskoczeniu nie dałam rady uronić ani jednej łzy, ciągle na usta cisnął mi się dziwny uśmiech satysfakcji z którym poszłam spać oraz świeżo przypomniany kolor twoich oczu. czasami za dużo myślę o niczym, oraz zauważam, że moja notka, zdanie po zdaniu traci zupełnie sens...
chciałam tylko powiedzieć, że nie jestem przystosowana do życia bez ciebie, a tym bardziej do życia w twojej obecności... ciężko to rzec, aczkolwiek...
and i find it hard to tell you
i find it hard to take
when people run i circles
it's a very very
mad world.
Tuesday, 24 June 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment